piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział Piąty

Szatynka zgrabnym krokiem, który można porównać do tego, którego używają modelki jak chodzą po wybiegu, szła po środku ulicy. Na niebie nie było żadnych chmur, dzięki czemu można było zobaczyć każdą konstelację gwiazd oraz idealnie okrągły księżyc. Jednak ona nie skupiała się na niebie, była bardziej zaciekawiona tym co dzieje się na około. Światła palące się w domach i rodziny, które spędzają razem swój wolny czas. Ona nigdy tak nie miała, zawsze zdana na siebie, sama. Mimo iż dbała tylko o własną osobę i obchodziło ją tylko jej szczęście, lubiła patrzeć na tą radość na twarzach dzieci i ich rodziców. Marzyła o tym, żeby ona też kiedyś zaznała takiej radości, ale wiedziała, że nie jest jej to dane. Teraz musi zemścić się na tych, którzy jej to odebrali.

Elena i Jeremy natychmiast znaleźli się w pokoju Jenny. Chłopak podbiegł do niej, pytając co się stało, a ona roztrzęsionym palcem pokazała na lustro. Rodzeństwo spojrzało w to miejsce, a ich oczy niemal wyszły na wierzch kiedy dostrzegli napis z krwi na idealnie gładkiej powierzchni. Będziesz kolejna Jenno. Na dole było przyklejone zdjęcie rodziców Eleny i Jeremy'ego, nieżywych rodziców. Szatyn podszedł do lustra zdjął kawałek papieru i zgniótł go w dłoni. Kazał swojej siostrze zabrać ciocie z pokoju. Dziewczyna objęła ją i wyprowadziła z sypialni, a zabrała do kuchni. Podała jej szklankę zimnej wody. Była przerażona tym co się przed chwilą stało. To ostrzeżenie. Jej rodzice też takie dostali? Jeśli tak to czemu nic nie zrobili? Mogli się stąd wyprowadzić, wyjechać na drugi koniec świata, albo zawiadomić policję. Czy teraz też tego nie powinni zrobić.
- Jeremy! Zejdź na dół - krzyknęła Elena co chwilę zaczesując swoje włosy do tyłu. Brat przybiegł natychmiast i popatrzył na nią pytającym wzrokiem. - Musimy ją stąd zabrać, najlepiej we dwoje wyjedźcie. Na jakiś czas bynajmniej.
- Żartujesz prawda? Myślisz, że cię tu zostawimy? Po drugie co to za idiotyczny pomysł? - Jeremy pokręcił głową z niedowierzaniem. Nigdy nie zostawiłby siostry samej, szczególnie, że teraz oni wszyscy są w niebezpieczeństwie. - Nawet nie drąż tego tematu.
- Ale tu nie jest bezpiecznie - powiedziała ze spokojem. Chłopak tylko pokręcił na nią głową i wyszedł z pomieszczenia. Nie chciał opuszczać swojego domu i przyjaciół, w dodatku nie mieli pewności, że morderca nie znalazłby ich gdyby wyjechali. Był między młotem, a kowadłem. Nie chciał uciekać latami, ale nie chciał też tu zostać. 
Elena miała ochoty siedzieć w domu, czuła napiętą atmosferę. Cała trójka siedziała w salonie i nie odzywała się oglądając jakiś żałosny program, na którym tak naprawdę się nie skupiali, bardziej w ich głowie krążyło lustro i napis, który się na nim znajdował. Wiedziała, że kilka godzin temu dała jasno do rozumienia swoim przyjaciołom, że nie chce ich widzieć, więc nie mgła z nimi wyjść. Nadal była na nich zła, ale za bardzo ich kochała, żeby im nie wybaczyć samolubnych słów. Przebrała się włosy przeczesała szczotką i sięgnęła po swoją torbę do której włożyła książki wypożyczone całkiem dawno z biblioteki. Wyszła z pomieszczenia, a następnie z domu, wcześniej powiadamiając rodzinę, że wychodzi. Swoje kroki skierowała do pobliskiej czytelni.
W jej twarz wiał przyjemny ciepły wiatr, a do jej nozdrzy dostawały się wspaniałe i słodkie zapachy kwiatów, które rosły w ogródkach, przy niektórych domach. Uwielbiała lato i tą atmosferę. Zielone drzewa, kolorowe ogrody i cudowne wonie roślin. Była zachwycona przyrodą, jaka panowała w tym okresie.
Nagle jej wzrok automatycznie wyłapał oczy osoby, która stała po drugiej stronie ulicy. Elena przełknęła ślinę, a w jej oczach kumuluwały się łzy. Nie chciała widzieć Chris'a, który teraz przygląda jej się z wyższością na twarzy, a jego prawe ramię obejmuje dziewczynę, z którą ją zdradzał. Szatynka chce ukryć swój smutek więc odwraca się i stawia kolejne kroki, które idą w przeciwnym kierunku do jej byłego chłopaka. Wiedziała, że w końcu go zobaczy, ale nie wiedziała jaka jej będzie reakcja. Teraz już wie. Przygnębienie, ból i żal. Wszystko to doprowadza ją do lawiny łez, która spływa w dół jej policzków. Jej głowa jest spuszczona w dół, a jej idealnie proste włosy zasłaniają z obu stron jej twarz. Niestety przez jej nieuwagę wpada na czyjąś postać. Przed podniesieniem głowy, wytarła wierzchem dłoni swoje policzki. Spojrzała na chłopaka, który przyglądał jej się z niezrozumieniem na twarzy.
- Elena? - spytał nadal podtrzymując ją.
- Liam co ty tu robisz? - Zmrużyła powieki udając, że razi ją słońce, ale tak naprawdę nie chciała aby chłopak widział jej prawdopodobnie czerwonych oczu.
- Idę do Jeremy'ego. Napisał, że chce mnie widzieć - powiedział w końcu puszczając dziewczynę. - Nareszcie, dawno go nie widziałem - dodał, a szatynka pokiwała głową.
- Mam nadzieję, że wyciągniesz go z domu. Nie bywał nigdzie od tamtego-wydarzenia. - Jej ostatnie słowa wypowiedziała przyciszonym głosem. Chłopak pożegnał się z nią informując, że nie obiecuje i udał się w swoim kierunku.
Dziewczyna westchnęła i wyprostowała się widząc budynek, który był jej celem. Weszła do niego i z uśmiechem przywitała się z kobietą siedzącą za biurkiem.

Patrzył na swoją kolejną ofiarę z góry. Zakrwawiony nóż, który trzymał w dłoni, był niebezpiecznie blisko szyi leżącej przed nim kobiety. Na jego ustach uformował się uśmiech, który inni uważali za nieprzyjemnie psychiczny. O tak, uwielbiał ten moment, kiedy od niego zależało życie i śmierć. Jednym szybkim ruchem podciął gardło, a krew z rany, która dzięki temu powstała, ochlapała jego twarz i koszulkę. Rękawem przesunął po swoim czole i podniósł się do pozycji stojącej. Podszedł do idealnie białych drzwi i nabierając co chwilę krew, która płynęła po podłodze, napisał na nich napis, informujący innych domowników o ich zbliżającej się śmierci. Wbił nóż w środek drewna i wyszedł z budynku, kierując się do swojego aktualnego miejsca zamieszkania. Nie przejmował się swoim ubraniem czy twarzą. Uwielbiał metaliczny zapach krwi, który co chwilę czuł przez wiatr. Na jego szczęście nie musiał mijać żadnych ludzi, ponieważ okolica po której teraz zmierzał, była oddalona od głównej części Mysic Falls.
Jego lista osób, na których musiał dokonać swojej zemsty zmniejszała się dość szybko. Nie wiedział czy kiedy skończy swoje zadanie, będzie zadowolony. Co zrobi przez resztę swojego życia?
Planował wyjechać gdzieś, może do Nowego Yorku? Albo Nowego Orleanu. Miasta pełnego wampirów i czarownic. To byłoby coś dla niego.
Potrząsnął głową, nie mógł myśleć o przyszłości. Tylko o tym co się dzieje w tej chwili.
I nagle jak z bicza strzelił, w jego głowie pojawił się nowy plan. Miał dość tego jak mógł zemścić się na tych, którzy zgotowali mu cierpienie trwające osiemnaście lat. Mimo iż osoby, na których teraz dokonywał swoich wyroków. Byli po prostu blisko związani z osobami, których resztkami swojego serca nienawidził.
Latarnie ulic zaczynały świecić, ponieważ zbliżał się mrok. Jego ciało owiał nieprzyjemnie zimny wiatr, ale na jego skórze nawet na sekundę nie pojawiła się chociaż odrobinka gęsiej skórki, nawet nie drygnął. Patrzył przed siebie zaciskając dłonie w pięści, a jego ciężkie kroki odbijały się echem po okolicy. Każdy kto by go teraz zobaczył, zniknąłby w mgnieniu oka. Albo ze strachu, albo wcześniej Kai położyłby go trupem i wysłałby na drugi koniec miasta za pomocą teleportacji, albo czegoś w tym rodzaju. Nie bał się ciemności, ani tego, że przebywał sam w niebezpiecznej okolicy.
Ponieważ to tylko on stanowił zagrożenie dla innych.

Włożyła niebieską zakładkę między kartki i odłożyła książkę na bok, jej oczy już się zamykały, potrzebowała snu. Niestety, dzisiejsze wydarzenia cały czas krążyły po jej głowie, nie dając ani chwili na odpoczynek, którego mocno pragnęła. Spod jej powiek wypłynęło kilka łez na przypomnienie o rodzicach. Przewróciła się na drugi bok i przetarła ręką po policzkach. Teraz gdy jest sama, może pokazać swoją słabą stronę, bo nikt jej nie widzi, ale kiedy jest z innymi ludźmi musi pokazać, że jest silna, mimo iż jest odwrotnie. Jenna i Jeremy tego potrzebują, ona sama tego potrzebuje.

***


Rozdział krótki, późno dodany i nie sprawdzony. Wybaczcie za to wszystko, ale koniec roku, a ja muszę poprawić oceny. To tyle, do następnego :)

5 komentarzy:

  1. Ten napis na lustrze zmroził mi krew w rzyłach nie rozumiem dlaczego były chłopak Eleny ją prześladuje i co planuje Jeremmy uważam,że powinni wyjechać do Nowego Orlanu tam jest dużo czarownic,które mogłyby uczyć Elenę podoba mi się przyjaciel Jeremiego pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, ja już dawno bym się pakowała i wyjeżdżała. Razem, cała trójka powinna opuścić Mystic Falls. Nie rozumiem, dlaczego Elena chciała, żeby tylko Jeremy i Jenna wyjechali, a ona co? Niby obroni się przed tym kimś? Sory, ale nie sądzę :D
    Poza tym, widzę, że akcja zaczyna się rozkręcać i czekam niecierpliwie :D
    Zapraszam też do siebie na nowy :)
    I powodzenia w poprawianiu ocen, czerwiec zawsze jest przez to stresujący :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś nominowana do LBA więcej dowiesz się tu ;)
    http://trueloveisinmortal.blogspot.com/p/lba.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Znalazłam dzisiaj Twój blog po szukaniu fanfiction z moim ukochanym psychopatą z TVD :D i dziękuję, że je piszesz, wychodzi Ci to świetnie. Kai jest cudowny, Elene polubiłam i Finna pomimo, że było go mało, i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział <3
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej Kochana! Wybacz, że komentuje dopiero teraz, ale niestety jakimś cudem ominęłam Twój blog i niestety o nim zapomniałam. Ale jestem już i zabieram się do pisania!
    Rozdział wyszedł Ci naprawdę cudownie. Te wszystkie niewiadome tylko podsyciły moją wyobraźnię nadając ostrzejszych kolorów pewnym wydarzeniom. Tak się zastanawiam, kim mogła być postać opisana przez Ciebie na początku? Nie mogła być to raczej Elena. Bardziej obstawiam Katherine, ale na ile jest w tym prawdy - nie wiem. Wierzę jednak, że szybko nam to wyjaśnisz.
    Co do krwawego napisu - zupełnie się niespodziewałam. Tak jak już wspominałam w swoim poprzednim komentarzu (jeżeli dobrze pamiętam) obstawiałam fakt, iż Jenna znalazła alkohol w pokoju Eleny lub coś z tych rzeczy. Ty jednak załatwiłaś nam niezyłe zszokowanie całym obrotem akcji - przynajmniej tak jest w moim wypadku. Ciekawie mnie, kim mógł być sprawca. Kai, Chris a może ktoś zupełnie nowy? Sama nie wiem... I powracając, to wydaje mi się, że Gilbertowie powinni wyjechaćm choć wiązałoby się to pewnie z obecnością Kai'a, gdyż było wspominane, że i on chce opuścić Mystic Falls. Vóż... Robi się naprawdę ciekawie.
    Nie pozostaje mi więc nic innego, jak cierpliwe czekanie na nowy rozdział. Mam nadzieję, że szybko go wstaeisz, bo mnie już zjada ciekawość co będzie dalej.
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny jak i czasu na pisanie.
    PS. Zapraszam do siebie na nowe rozdziały: http://damon-salvatore-crow.blogspot.com/
    #Aleksandre

    OdpowiedzUsuń